O autorze
Historyk, pisarz, znawca Europy Środkowo-Wschodniej, z pasji muzyk i malarz, kolekcjoner, człowiek renesansu - prof. Norman Davies to wybitny naukowiec i ceniony na świece autor wielu historycznych książek. To również organizator i uczestnik wielu społecznych inicjatyw oraz debat, podejmujących najbardziej kluczowe tematy dla współczesnego świata. A także osoba pełna ciepła i życzliwości dla innych.  Chciałbyś dowiedzieć się więcej? Zapraszamy!

Wywiady
Historia nie jest zbiorem prostych relacji i jednoznacznych ocen. To nieustanne zestawianie przeciwstawnych racji i relacji, śledzenie źródeł i tworzenie hipotez. Historycy, których pasją jest wiązanie ze sobą splątanych wątków, pozwalają spojrzeć na dane zagadnienie szerzej. Pełnią rolę przewodników w coraz bardziej skomplikowanym świecie. W tej zakładce prezentujemy najciekawsze wywiady, których udzielił w ostatnich latach prof. Davies.

Wyróżnienia
Profesor Norman Davies otrzymał wiele prestiżowych wyróżnień w trakcie swojej pracy akademickiej, wliczając w to doktoraty honoris causa i tytuły honorowego obywatela. Szczególnie miejsce zajmują odznaczenia państwowe przyznane przez Elżbietę II i prezydenta Polski oraz nagrody za zaangażowanie w liczne projekty społeczne i edukacyjne. 

Multimedia
Książki to nie wszystko - wiedzę można i warto przekazywać w różnorodny sposób, tworząc bogaty zbiór wzajemnie uzupełniających się źródeł. Zapraszamy do stale rozbudowywanej biblioteki multimedialnej, w której gromadzone są najciekawsze filmy i inne materiały multimedialne. 

Zdjęcia
Coraz częściej własną historię zapisujemy na fotografiach - dla siebie, dla innych, z potrzeby uwiecznienia chwili i z czystej pasji. Na prezentowanej stronie obejrzeć można nie tylko zbiór wydanych książek i ich okładki, fragmenty filmów z Normanem Daviesem, ale również najciekawszy wybór fotografii z prywatnych albumów Profesora.
Pasje
Historia jest pierwszą i najważniejszą pasją Normana Daviesa. Ale Profesor z równie wielką energią rozwija inne zainteresowania, zwłaszcza artystyczne i muzyczne. To prawdziwy człowiek renesansu: w wolnych chwilach kolekcjonuje historyczne pocztówki i znaczki, czyta poezję (w szczególności Dantego), relaksuje się grając na akordeonie, zapamiętale obserwuje rozgrywki bilardowe (jego ojciec, Richard Davies, był dosyć utalentowanym amatorem i zdobywcą licznych nagród) i jest zagorzałym fanem drużyny piłkarskiej Bolton Wanderers. Łączy też podróże naukowe z poznawaniem nowych miejsc i ludzi.

Przyjaciele
Zwykle najlepszymi biografami jesteśmy my sami, a najsprawiedliwszymi recenzentami – nasi najbliżsi. Ważną częścią życia prof. Daviesa jest jego rodzina i przyjaciele. To im oddaliśmy głos i to oni barwnie opowiadają o Profesorze w książce "70. Księga urodzinowa Normana Daviesa".

TU ZNAJDZIESZ WYBRANE ROZDZIAŁY KSIĄŻEK


czytaj więcej

Pasje

Po raz ostatni na poważnie grałem w piłkę nożną, gdy miałem 33 lata. Grałem jako środkowy napastnik w drużynie Magdalen College. Na ironię zakrawa fakt, że był to najlepszy mecz w mojej karierze: strzeliłem w nim aż pięć bramek. Jednak w tamtym roku zacząłem pracować w Londynie, a mój rozkład zajęć był trudny do pogodzenia z regularnym uprawianiem sportu. Na dodatek moje kostki też miały już dość tych tortur. W końcu z niechęcią musiałem przyznać, że spędzałem zbyt wiele czasu na kopaniu piłki zamiast zajmować się swoimi innymi zainteresowaniami (20 lat później zabrałem swojego młodszego syna w miejsce, gdzie strzeliłem owe chwalebne pięć bramek, i zastałem je całkowicie odmienione. W miejscu bujnej, zielonej trawy dawnego boiska Magdalen’s College pyszniły się teraz minarety i złota kopuła oksfordzkiego New Islamic Centre).

Pierwszy bilet na koncert kupiłem, gdy miałem 15 lat, i samodzielnie pojechałem autobusem do Manchesteru, by wysłuchać Halle Orchestra na poranku muzycznym w Free Trade Hall. Zapisałem się na podstawowy kurs muzyczny, w ramach którego musiałem zdać egzamin z historii współczesnej muzyki klasycznej. Moja kuzynka Deidre grała na oboju, a program obejmował intermezzo z „Rycerskości wieśniaczej" Mascagniego i Suitę z „Dziadka do orzechów" Czajkowskiego. Od tego czasu jestem zagorzałym wielbicielem muzyki klasycznej.

W czasach szkolnych podjąłem kilka zakończonych niepowodzeniem prób  nauczenia się gry na jakimś instrumencie muzycznym. Niestety, moje nerwy nie były w stanie znieść skrzeków, które wydobywały się ze skrzypiec, a moje niezgrabne palce nie chciały słuchać instrukcji wydawanych przez bezlitosną nauczycielkę gry na pianinie, panią Staton. Z jakiegoś powodu nikt nie doradził mi trąbki lub gitary, które pozwoliłyby mi wydobyć z siebie dźwięki łatwiejsze do zniesienia. Mój honor jednak został uratowany, gdy okazało się, że potrafię naśladować mojego wujka Dona i grać na pianinie ze słuchu. Dużo później dostrzegłem w oknie lombardu akordeon, który kupiłem i na którym nauczyłem się zupełnie przyzwoicie grać. Grywam na nim, gdy potrzebuję odpocząć od pisania i gdy mojej żony nie ma w domu.

Zbieranie znaczków szło mi równie kiepsko co gra na skrzypcach. Interesowało mnie przez wiele lat, w czasie których usiłowałem uporządkować zbiory mojego ojca, jednak nie byłem w stanie zdecydować się, na których krajach się skoncentrować, a próba zbierania wszystkiego w końcu mnie przerosła. Ostatecznie jednak udało mi się rozwiązać ten problem, gdy skoncentrowałem się na historii poczty, szczególnie w Europie Wschodniej. W 2008 roku wydałem dwutomowy album współczesnej historii Polski ilustrowany starymi listami, znaczkami, kopertami i pocztówkami.

I wreszcie moja trwająca całe życie pasja wędrówek. Jako nastolatek nauczyłem się znajdować drogę na dzikich mokradłach w okolicach Bolton w deszczu i we mgle, a radość samotności wśród piękna przyrody i burz nigdy mnie nie opuściła. Przez jakąś dekadę z powodu postępującej choroby bioder wędrówki były moim obowiązkiem, ale i przyjemnością. Dzięki dobrodziejstwu współczesnej chirurgii moje stawy biodrowe odzyskały pełen zakres ruchu i nie ma niczego, co sprawiałoby mi większą przyjemność niż spacery z moją żoną wzdłuż promenady w Aberystwyth lub Criccieth lub wędrówki wzdłuż plaży w Tyrhenii, gdy czuję morską bryzę we włosach i cieszę się widokiem na Elbę.